Felinoterapia

  • Felinoterapia
    Felinoterapia

Nazwa wywodzi się z łacińskiego słowa felis (kot) oraz greckiego therapeia (opieka, leczenie). Felinoterapia jest jednym z rodzajów zooterapii lub inaczej animaloterapii. Główną ideą zooterapii jest to, że obcowanie ze zwierzakiem ma pozytywny wpływ na poprawę zdrowia fizycznego i psychicznego człowieka. Taka terapia niweluje różne zahamowania, ułatwia komunikację, poprawia zdolność uzewnętrzniania uczuć i emocji.

Felinoterapia jest przydatna w terapii osób starszych oraz dzieci niepełnosprawnych (zarówno umysłowo, jak i ruchowo). Ma ona zastosowanie w przypadku takich chorób jak: nadpobudliwość, ADHD, autyzm, zespół Aspergera, zespół Downa, zaburzenia zachowania i emocji, zaburzenia lękowe, nieśmiałość i zahamowanych społecznie, depresja, choroba Alzheimera, różne inne choroby psychiczne, uszkodzenia słuchu, uszkodzenia wzroku, dystrofia mięśniowa, artretyzm itp.

Walcząc z chorobą syna cierpiącego na autyzm szukałam alternatywnych metod wsparcia terapii. Poszukiwania te skierowały moją uwagę na koty. Mamy przecież hipoterapię , dogoterapię czemu nie kototerapia. Koty to zwierzęta , które uwielbiam i o których dobroczynnym działaniu wiele słyszałam.

Zaczęłam zgłębiać temat , szukać informacji , kursów , szkoleń. Okazało się niestety, że w naszym kraju felinoterapia nie jest stosowana oraz , że nie ma żadnych kursów i szkoleń które pomogły by mi pogłębić swoją wiedzę. Najpierw mieliśmy  koty dachowe. Niestety trafiały do nas  w przykrych okolicznościach. Były po przejściach i często bały się kontaktu z człowiekiem, a tym bardziej z dzieckiem autystycznym . Po wielu wahaniach i namysłach skłoniłam się w stronę kotów rasowych wnikliwie studiując opisy poszczególnych ras ze szczególnym naciskiem na ich charakter. Wybór padł na maine coon. Koty bardzo duże , o trochę psim usposobieniu. Duże, włochate, lubiące kontakt z człowiekiem.
Tu zaczyna się historia naszej hodowli – bo przecież jak ktoś kocha koty, to jeden mu nie wystarczy. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem tzw. zakocenia.

W pracy z dziećmi jestem samoukiem, sama dochodziłam do tego co dziś wiem. Oczywiście pomaga mi doświadczenie w pracy i terapii mojego własnego syna. Rozmawiałam z ludźmi zajmującymi się dogoterapią i hipoterapią. Dużo czytałam. Czerpałam z tych źródeł jako jedynych dostępnych w naszym kraju. Ale również korzystałam z publikacji anglojęzycznych i Internetu.

Do popularyzacji tej metody terapii skłoniły mnie własne efekty oraz chęć podzielenia się z innymi potrzebującymi. Gdy człowiekowi zamyka świat choroba, zaczyna szukać miejsca dla siebie. Ponieważ nie mogłam pracować zawodowo potrzebowałam jakiejś drogi realizacji siebie. Tym dla mnie stała się hodowla. Wystawy, koci świat ale również sukcesy jakie odnoszą moje koty są doskonałą odskocznią od trudnej codzienności. Nie każdy wie, że zarówno autyzm jak i każda inna forma niepełnosprawności dziecka  dla jego rodziców i rodziny oznacza brak perspektyw i zmaganie się z trudną codziennością. Ja nazywam to życiem ze ścianą. Gdzie się nie obrócisz stoi przed tobą potężny mur: niezrozumienia, braku tolerancji, braku możliwości czy tez lęku przed czymś innym, niezrozumiałym, nieznanym. Koty są jedyną sferą  mojego życia gdzie tego muru nie ma. Są trudności, problemy, czasem tragedie (np. gdy któryś z naszych pupili odchodzi) ale są też perspektywy, plany, po prostu przyszłość.

Wracając do felinoterapii. Czym jest felinoterapia, na czym polega jakie przynosi efekty?

Felinoterapia, tak jak każda zooterapia, polega na kontakcie fizycznym i psychicznym człowieka ze zwierzęciem. Ta forma terapii niweluje różne zahamowania, ułatwia komunikację, poprawia zdolność uzewnętrzniania uczuć i emocji. Jak już wcześniej zaznaczyłam felinoterapia jest przydatna w terapii dzieci niepełnosprawnych (zarówno umysłowo, jak i ruchowo) oraz osób starszych. Ma zastosowanie w przypadku takich chorób jak: nadpobudliwość, ADHD, autyzm, zespół Aspergera, zespół Downa, zaburzenia zachowania i emocji, zaburzenia lękowe, nieśmiałość i zahamowania społecznie, depresja, choroba Alzheimera, różne inne choroby psychiczne, uszkodzenia słuchu, uszkodzenia wzroku, dystrofia mięśniowa, artretyzm itp. Zaobserwowano, że kot potrafi w pewien sposób wniknąć do izolowanego świata dziecka z autyzmem. Dzieci uspokajają się, rozluźniają i wydają się bardziej otwarte. Kontakt z kotem pomaga im radzić sobie z lękiem, stresem i pomaga zdobywać ufność w stosunku do otaczającego je świata. Ma też korzystny wpływ na nawiązywanie łączności z innymi ludźmi w tym terapeutami. Pomaga im okazywać uczucia. Kot staje się w pewnym sensie pomostem między światem dziecka a światem jego rodzica czy innego zwykłego człowieka. Fizyczny kontakt z kotem ( głaskanie, drapanie, przytulanie ) stymuluje organizm człowieka do wytwarzania endorfin ( hormonów szczęścia). Dodatkowo też kot „zdejmuje z człowieka tzw. ładunki ujemne - jonizuje nas dodatnio co bezpośrednio wpływa zarówno na stan fizyczny jak też psychiczny.

Kot mruczy tj emituje infradźwięki   - stałe wibracje o częstotliwości między 25 a 125 Hz, wspomagają one regenerację kości, ścięgien, wiązadeł i mięśni i przynoszą ulgę w bólu łagodzą stres oraz stymulują zmysły w przypadku zaburzeń psychicznych i nerwowych.
Stąd też kontakt z kotem po pierwsze odpręża, po drugie pobudza układ odpornościowy po trzecie wspiera w walce z wieloma zaburzeniami.

Jeśli chodzi o moje doświadczenie to zauważyłam, iż mój syn wycisza się  przy kotach, rozluźnia. Co więcej ponieważ kontakt z kotem jest bardzo przyjemny stymuluje zmysły dotyku (a dla niektórych nawet węchu) – stanowi więc nagrodę.  Syn ciężko pracował by kontrolować  swoje zachowania tak, by koty się nie bały nie uciekały. Tak było z kotami, które nie wychowywały się w naszym domu. Dopiero nasze kocięta są oswojone do tego stopnia, że nie straszne im nerwowe tiki, skoki, czy nieartykułowane dźwięki i okrzyki. Jednak zaczynaliśmy od małego stadka kotów zakupionych w hodowlach zarówno krajowych jak i zagranicznych. Potrzeba było wiele czasu cierpliwości  i pracy by nasze dorosłe dziś futrzaki przywykły do Maćka i jego zachowań. Oczywiście koty oswoiły się sprawiając faktyczną radość zarówno dziecku jak i nam. Wówczas zauważyłam, że gdy świat dopiecze Maćkowi, gdy jest mu źle, szuka kontaktu z kotami i są one dla niego  lekiem na całe zło. Pół godziny przytulania i wspólnej zabawy osusza łzy, przywołuje uśmiech na twarz. Zauważyłam również że mały inicjuje zabawę nawiązuje kontakt co więcej sam go szuka, że opowiada kotom co mu się dzisiaj przydarzyło, jak minął dzień. Z czasem też koty same zaczęły szukać, kontaktu z małym i co ciekawe w stosunku do niego są zdecydowanie bardziej cierpliwe i uległe, gdy jest smutny potrafią przyjść by pocieszyć. Gdy któreś z dzieci zachoruje, w łóżku obok chorego pojawiają się natychmiast mruczący przyjaciele  – przychodzą by przynieść ulgę i wymruczeć chorobę.

O sukcesie felinoterapii i jej rzeczywistym wymiarze uświadomiło nas bardzo smutne wydarzenie. Nieuleczalnie zachorował nasz kot, cierpiał i zmuszeni byliśmy do podjęcia jednej z najtrudniejszych decyzji – tej o uśpieniu. Jakże zaskakująca była reakcja syna. Płakał i rozpaczał. Odkryłam, że udało mi się obudzić w nim empatię – wyższe uczucia są obce dla autystów, uważa się, że są po za zasięgiem ich pojmowania. Obudzenie wyższych uczuć było efektem o którym nawet nie śmiałam marzyć. O ironio to łzy po stracie kota stanowiły nasz sukces!

Po dwóch latach obcowania ze zwierzętami mój syn powiedział pierwszy raz mamo tęskniłem – płakałam z radości. Trzeba zgłębić istotę autyzmu by zrozumieć to osiągnięcie. Był to niewątpliwie moment przełomowy. To wówczas narodziła się decyzja czy też idea promowania felinoterapii. Chciałam się podzielić tym dobrodziejstwem z rodzicami, którzy tak samo jak ja walczą z nieuleczalną chorobą.

Jednym z najważniejszych aspektów tej pracy jest kot, który spełnia wysoko stawiane wymagania. Po pierwsze musi być zdrowy, zaszczepiony na choroby zakaźne, wolny od pasożytów wewnętrznych i zewnętrznych, musi być czysty, mieć obcięte pazurki – by przez przypadek nie zranić dziecka w zabawie. Jak wygląda przygotowanie kota? Przede wszystkim selekcja naturalna  - do pracy z dziećmi wybieramy zwierzęta o łagodnym, zrównoważonym usposobieniu, towarzyskie i skore do zabawy. Zwierzęta tak jak ludzie maja różne charaktery i upodobania. W tym celu obserwujemy nie tylko maluchy ale również ich rodziców ponieważ agresja jest cechą dziedzicznie uwarunkowaną. Tu też ważne jest właściwe kojarzenie rodziców. Kolejny aspekt to przygotowanie pod względem psychicznym czyli przede wszystkim socjalizacja zwierzęcia. Proces ten trwa od 1 do 9 tygodnia życia. Wykształcone w tym okresie odruchy i nawyki pozostaną na całe życie. Proces ten wymaga wiele pracy i poświęcenia. Już samo wychowanie kociąt jest trudne i pracochłonne. Doglądanie czy wszystkie są najedzone, czy prawidłowo się rozwijają i przybierają na wadze to chleb powszedni. Kocięta trzeba przyzwyczaić do kontaktu fizycznego z człowiekiem do zapachu…. Maluchy są noszone, przytulane, głaskane i masowane przez większą część dnia.  Kolejnym etapem jest zabawa oswajanie z  dźwiękami, i innymi elementami życia – tu ważną rolę odgrywają dzieci.  Od małego nasze  kocięta słyszą dziecięce krzyki, płacz, śmiech, dźwięki zabawek. Dzieci głaszczą maluchy potem gdy te podrosną zaczynają się z nimi bawić, wozić w wózku dla lalek, w samochodach – o dziwo nie przymuszane kociaki lubią takie podróże i potrafią się ich same domagać. Oczywiście pilnuję by dzieci nie krzywdziły kotków by ich do niczego nie przymuszały. To tak jak z dzieckiem najłatwiej uczy się poprzez zabawę. Moją rolą jest dopilnowanie by w ferworze zabaw  maluchy miały zapewniony spokój czas na kontakt z matką na toaletę i karmienie. Kocięta standardowo są w hodowli uczone zachowania czystości, korzystania z kuwety, drapaka, uczą się jeść suchy i mokry pokarm. W odpowiednim wieku są odrobaczane i szczepione. Kot który wychodzi z domu jest w pełni przygotowany pod względem zdrowotnym ale również maksymalnie pod względem psychicznym. W dodatkowych kursach obcowania z dziećmi pomagają nam zaprzyjaźnione przedszkola i kluby malucha które odwiedzamy z dwóch powodów. Po pierwsze przyzwyczajają koty do większej grupy niesfornych dzieci, po drugie, co równie ważne stanowi lekcję dla maluchów. Bo przecież to, co znane, jest przyjemne i jeśli za młodu nauczymy dziecko, że koty są przyjazne i kontakt z nimi może przynieść wiele radości to nie rzuci ono kamieniem czy tez nie kopnie – bo nie będzie miało powodu.

Przygotowany do pracy kot to nie wszystko. Z reguły pierwszy kontakt dziecka z jego nowym przyjacielem terapeutą następuje w naszym domu. Tutaj dziecko uczy się jak postępować, jak dotykać czy wreszcie jak nosić kotka. Uczy się też, że zwierzątko czuje tak samo jak ono, że odczuwa ból, strach ale również radość czy smutek. Że jest zależne od człowieka i bez jego opieki zginie. Tu pojawia się rola wychowawcza posiadania pupila.

Bo kochać to również dbać, sprzątać czy karmić nie tylko się bawić.

"Jak kot stał się lekiem na całe zło" - Magazyn Kocie Sprawy Nr110/111 grudzień 2011/styczeń2012

 

Wszelkie treści i zdjęcia zawarte na naszej stronie internetowej są objęte prawami autorskimi.